niedziela, 22 września 2013

Rozdział: 14

Rozdział: 14

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości. :)
Dla lepszego efektu włącz: to. Możliwe, że razy 2 :) 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Jezu kochanie nawet tak nie mów. Razem damy radę. Nigdy cię nie zostawię.
-Dziękuję, Harry. Robisz dla mnie tyle rzeczy. Jestem ci strasznie wdzięczna.
-Robię to bo cię kocham.
-Ja też cię kocham. Harry co z Emily?
-Jest u siebie.
-Jak u siebie? Zostawiłeś ją samą u mnie?
-No coś ty. Jest tutaj w swoim pokoju.
-Misiu, dziękuję. To ja idę do niej. Pójdziesz ze mną?
-Oczywiście. Masz zamiar jej powiedzieć?
-Powiem na razie o mamie. Nie będę mówiła o sobie. Powiem o tym Quinn. Ona musi wiedzieć.
-No dobrze. To chodźmy.
Jejciu, strasznie się ucieszyłam jak Harry powiedział, że Em ma tutaj swój pokój. Nie chciałabym być teraz sama z nią u siebie. Quinn też tutaj mieszka. A w dodatku, że teraz nie ma mamy....... Nie dałabym sobie rady sama. Zastanawiam się nad sprzedaniem domu. Tego domu mamy. Musiałabym tylko wszystko przepatrzeć.
-Emily.....
-Rosalia.....
-Jak ja się za tobą stęskniłam.
-Ros, proszę mów po polsku.
-Och kochanie, przepraszam. Wiesz dużo czasu z chłopakami spędzam więc cały czas po angielsku mówię. A ty powinnaś znać angielski. W końcu masz zamiar tu studiować.
-Tak, znam. Ale chcę porozmawiać ze swoją kuzynką po polsku. No i żeby chłopcy nas nie rozumieli. Chyba wiesz o co mi chodzi.
-Aaaaa, rozumiem. Chcesz pogadać. Jasne, a no i nie wiem czy znasz Quinn. To moja przyjaciółka. Ona też zna polski, mimo tego, że urodziła się tutaj.
-A skąd zna?
-Uczyłyśmy ją razem z Alice jak byłyśmy młodsze. Wiesz jak jest się małym to szybko się uczy. Dobra poczekaj powiem Harremu, że chcesz pogadać.
-Ok. To czekam.
Biedny Hazz. Stał tak koło drzwi, nie wiedząc o czym gadamy. Strasznie jest mi głupio. No ale cóż. Em chce pogadać, więc trzeba kuzynce pomóc. Podeszłam do mojego chłopaka.
-Miśku, Em chce pogadać. Prosiłabym cię abyś poszedł. Mimo tego, że i tak nic nie zrozumiesz to idź. Tylko się nie gniewaj. Dobrze?
-Jasne, kocie. Ale chcę jedno....
-No, co?
-Buziak. - wyszczerzył swoje śnieżnobiałe zęby. Miałam jakieś inne wyjście? No nie... -
-A teraz spadaj.
-Pa...
Kurde, nie lubię się z nim żegnać. Najlepiej byłabym z nim cały czas. No ale niestety. Dobra wracamy teraz do Em.
-No dobra miśku. O czym chciałaś pogadać....
-Chodzi o Justina. Nie wiem co mam zrobić. Twierdzę, że związek na odległość nie ma sensu.
-Misiu, posłuchaj. Hmm trudno mi wypowiadać się na temat o którym nic nie wiem. Ale na pewno musisz posłuchać serca. Jeśli ono ci mówi, że to nie ma sensu to skończ z tym. Ale jeśli ono mówi, że ta miłość wytrzyma rozłąkę to dalej bądź dziewczyną Justina. Ja tutaj nie mam za wiele do gadania. To wszystko zależy od ciebie.
-Ja wiem, ale Ros on przed wyjazdem  nie spędzał ze mną tyle czasu co wcześniej. Oddalił się.
-No to jak się oddalił to chyba znaczy, że chyba nie chce już być z tobą. Chce zakończyć ten rozdział w swoim życiu. Zadzwoń do niego. Powiedz mu co czujesz i co chcesz zrobić. Jak by co to jestem na dole. Dasz radę.
-Dziękuję...
Poszłam na dół. Siedziała tam Agnes.
-Hej Ag...
-Oooo cześć Ros. Co tam? Jak po badaniach? - na te słowa wybuchłam niepohamowanym płaczem -
-Nie płacz. Ej Ros co się stało. Proszę powiedz....
-Mam raka...
-Jezu skarbie. Nie płacz. Proszę. Razem z Harrym ci pomożemy...
-Wiem, ale... ale.... moja mama..... zmarła na raka....
-Ciiii. Proszę nie płacz. Chodź tutaj do do mnie, ale już nie płacz. - usłyszałam jak ktoś schodzi po schodach. Była to Quinn. -
-Miśku, co się stało? Czemu płaczesz?
-Ona ma raka. Jej mama też zmarła na raka.
-Agnes co ty pierdolisz?? To nie może być prawda...
-Quinn to prawda. Ja na prawdę mam raka.
-Jezu Agnes strasznie cię przepraszam. Nie powinnam tak na ciebie naskoczyć.
-Nic się nie stało. Zaprowadzisz Ros na górę?
-No jasne. Chodź skarbie...
No to już dwie osoby wiedzą. Jeszcze tylko chłopcy no i Em. Nie wiem czy im powiedzieć, ale jak ich okłamię to będzie jeszcze gorzej. Powiem to dziś przy kolacji. Razem z Quinn. W ogóle mieliśmy jechać do mojej babci. Już sama nie wiem. Bardzo chciałbym się z nią zobaczyć. Bardzo ją kocham i wiem, że będzie mnie wspierać podczas choroby. Pojadę do niej. Jak chłopcy nie będą chcieli ze mną jechać to pojadę sama lub z Quinn.
-Misiu, porozmawiaj ze mną. Chcę wiedzieć wszystko. Dobrze?
-No dobrze. No to dziś rano miałam jechać z Lou na badania kontrolne. Zanim Lou zszedł na dół, przyszedł listonosz. Dostałam list od mamy. Było w nim, że nie żyje, że to nie była żadna delegacja tylko miała jechać na operację. Ale jej nie przeżyła. Później pojechaliśmy do lekarza. Chciałam się zbadać. Wyszło, że mam raka, tak samo jak mama. Lekarz powiedział, że dobrze, że tak wcześnie się zgłosiłam. Za 2 tygodnie mam się zgłosić na szpital i porobią mi badania. Zastanawia mnie tylko jedno, Quinn. Dlaczego mi nic nie powiedziała. Kto napisał ten list. Te pytania cały czas mnie dręczą.
-Kocie, nie możesz się tak zamartwiać. Lekarz dobrze powiedział. Wyjdziesz z tego. A w ogóle wiesz gdzie twoja mama jest pochowana?
-Tak, razem z Alice. Ale ja nawet nie wiem gdzie ona jest. Pójdziesz tam ze mną?
-Ale dzisiaj?
-Tak. Jutro planuję lecieć do Polski. Do babci.
-Dobrze pójdziemy. Ja lecę z tobą. Nie puszczę cię samej.
-Dziękuję. To ja idę się ubrać i możemy iść.
-No jasne. To czekam na dole jak coś.
Poszłam do siebie. Wyciągnęłam z szafy swoją ulubioną bluzę i założyłam ja na siebie. Włożyłam do kieszeni paczkę chusteczek i poszłam na dół. Czekała tam na mnie gotowa Quinn.
-Już miśku?
-Tak możemy iść.
Droga na cmentarz zajęła nam 20 minut. Usiadłam na ławce, a obok mnie Quinn. Co ja bym bez nie zrobiła. Zaczęłam płakać. Tak sama z siebie. Wyjęłam chusteczki. Gdy się uspokoiłam usłyszałam jakieś kroki. Nie zwracałam na to uwagi. To cmentarz tutaj dużo osób przychodzi. Ktoś złapał mnie i Quinn za ramię i powiedział "No witam piękne" Przestraszyłam się.....

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i jest bardzo oczekiwany rozdział 14. Myślę, że nie jest aż tak źle. Nie no kurde nie wiem za bardzo co napisać. Na prawdę. A starczy tyle.

Buźki ;***

Asiek <33




piątek, 13 września 2013

Rozdział: 13

Rozdział: 13

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości. :)
Piosenki: jeden dwa
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                                                                     *Następnego dnia*
Obudziła mnie pielęgniarka już o 6:00. Zabrała na badania. Wkuwali mi się 6 razy. To jest coś najgorszego.... nienawidzę tego. Później musiałam mieć badania na cukier. Nie wiem po co ale ok. Piłam krzywą cukrową. To jest takie słodkie... masakra. O 7:30 miałam drugie pobranie krwi. O 8:00 dopiero zjadłam śniadanie. Dostałam płatki w mleku. Akurat bardzo lubię więc się cieszę. Dostałam pozwolenie od lekarza, że mogę już spacerować bo korytarzu. Bardzo mnie to ucieszyło. Poszłam się przebrać i umyć. O 10:00 miał przyjechać Harry razem ze swoją mamą. Nie mogłam się doczekać. W między czasie zadzwoniłam do Quinn. Dowiedziałam się, że był u niej wczoraj Niall. Oczywiście się pogodzili. Ja to zawsze wiem co robię. Można powiedzieć, że jestem taką dobrą wróżką. Quinn i Niall znowu razem. Mają mnie wieczorem odwiedzić. A no właśnie ciekawi mnie co u Louisa. Jak on się trzyma. W ogóle te wakacje nie są za najlepsze. Po pierwsze śmierć Alice, po drugie Louis nie jest z Elką, zdradziła go z ZAYNEM, masakra, po trzecie ja się znalazłam w szpitalu, po czwarte znów powrócił Tom. Ja nie wiem jak sobie poradzę, a co dopiero Louis.....  Teraz jak chyba Quinn i Niall się pogodzili to już nie będziemy jechać do mojej babci..... chyba, że pojedziemy wszyscy razem. Moja babcia się ucieszy, że pozna mojego chłopaka. Zobaczy się z Quinn no i z mamą. Ona nie wie o śmierci Alice. Mama ma zamiar jej powiedzieć jak przyjedzie kiedyś do niej. No to teraz będzie miała okazję. Z moich rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi.
-Proszę.....
-Witaj kochanie. Będziesz miała gości.
-Hej kotku. Miałeś przyjechać z mamą.
-No i jestem z mamą i z kimś jeszcze. Myślę, że się zaprzyjaźnicie. To moja siostra Agnes.
-Hej jestem Ros. Znaczy Rosalia. - wstałam kulturalnie i się przywitałam - Miło mi cię poznać. - uśmiechnęłam się -
-Mi ciebie też. Harry mi dużo o tobie opowiadał. Z jego opowiadań wydajesz się bardzo miła.
-No bo ona taka jest. Ja nigdy nie kłamię.
-Och Harry. A gdzie jest twoja mama? A raczej wasza mama. - zaśmiałam się razem z Agnes -
-Mama za raz przyjdzie. Uparła się i poszła do lekarza. Kochanie właśnie dzwoniła twoja mama, że musiała wyjechać na jakąś delegację. No i bym zapomniał. Kazała też przekazać, że dziś w nocy przyleci Emily.
-Dziękuję. Chciałam się ciebie zapytać czy nie miał byś nic przeciwko jak byśmy pojechali do mojej babci. Do Polski. Ona bardzo by się ucieszyła bo chce cię strasznie poznać. Oczywiście pojechali by z nami wszyscy. Ja już jutro wychodzę, gdzieś tak koło 10:00.
-Mi pasuje. To świetny pomysł. No to tak. Zostawiam cię z Agą i ja lecę do domu. Mamy dziś wywiad. Mama dojdzie za chwile. Agnes, najwyżej wezwiecie taksówkę, ok?
-Jasne braciszku. Leć. Papa.
-Pa. Do zobaczenia kochanie.
-No pa.
Cieszę się, że Harremu spodobał się pomysł.
                                                                     ***
Agnes jest bardzo fajna. Poznałyśmy się. Zaprzyjaźnię się z nią. W dodatku jest w moim wieku. Poszył gdzieś tak koło 16:00. Trochę posiedziałyśmy, pogadałyśmy. Było super. Leżałam sobie na łóżku gdy dostałam sms-a. "Dla mojej kochanej Ros :*"
To było takie słodkie. Od razu im odpisałam. "Dziękuję miśki <3 Ja też za wami strasznie tęsknię." Dostałam kolację. O 18:00 przyszła do mnie Quinn. Porozmawiałyśmy o naszym wyjeździe do babci. Ona bardzo się ucieszyła. Ale także była trochę zawiedziona, bo mama nie jedzie. Będę zmuszona powiedzieć babci sama. Nie wiem czy dam radę. Boję się. A no właśnie zapomniałam. Emily właśnie leci do Londynu. Harry ma ją odebrać. Jest taki kochany. Quinn poszła o 20:00. Dostałam leki i poszłam spać. Hazza mnie już nie odwiedził.......
                                                                    *Następnego dnia*
Obudziłam się o 8:00. Pielęgniarki zabrały mnie na ostatnie badania. Wyniki wyszły poprawnie. Usłyszałam od doktora, że dziś na 100 procent wychodzę. Bardzo się ucieszyłam. Chciałam się wreszcie zobaczyć z Lou i z nim porozmawiać. Pomóc mu. Wiem, że cierpi. Czuję to. O 10:00 miała przyjechać po mnie Quinn. Zaczęłam się szykować. Spakowałam moje rzeczy. Poszłam się umyć i ubrać. Poszłam po wypis. Gdy weszłam do sali, siedziała już w niej Quinn. Mogłyśmy wracać.
-No to jak gotowa?
-Tak mam wszystko, łącznie z wypisem.
-No to ruszamy. - wychodząc ze szpitala, pożegnałam się z pielęgniarkami i moim lekarzem. Podziękowałam mu. - Cieszysz się, że już wracasz do domu? - z moich rozmyślań w samochodzie, przerwał mi głos mojej przyjaciółki -
-Ty się jeszcze pytasz? To oczywiste.
-W ogóle Louis się dziś o ciebie pytał.
-Co chciał?
-Kiedy wychodzisz. No to powiedziałam mu, że dziś bardzo się ucieszył. - wiedziałam. Wiedziałam, że czeka na mnie aby pogadać. Jak ja mu współczuję -
                                                                             ***
-No i jesteśmy.
-Jejciu nareszcie. Och jak ja tęskniłam.
-Hej chłopcy.
-Jejciu.  Jak my się za tobą stęskniliśmy. - wszyscy się na mnie rzucili. A jednak nie. Nie było Louisa. -
-Chłopcy proszę mnie puścić i powiedzieć gdzie jest Lou.
-Lou jest u siebie. - powiedział mi Niall -
-Ok. To ja do niego idę.
Weszłam szybko po schodach. Kulturalnie zapukałam. Nic nie odpowiedział. Postanowiłam, że wejdę.
-Hej Louis jesteś?
-Jezu Ros. Jak ja się za tobą stęskniłem.

-Louis nie płacz. Ej.
-Nie mogę. Ja nie daję rady. Jak nie było ciebie, nie miałem z kim porozmawiać. Zamykałem się w sobie. Ty tylko o wszystkim wiesz. Jestem załamany. Proszę pomóż mi. - jego głos był pełen bólu -
-Oczywiście, że ci pomogę. Powiedz mi jedno czy Zayn jest z Perrie?
-Tak, okłamuje ją.
-Muszę jej o tym powiedzieć, albo lepiej porozmawiać z Zaynem. Posłuchaj nie możesz się w sobie zamykać. Damy radę. Razem. Pamiętaj masz mnie. Traktuję cię jak brata, Lou.
-A jak ciebie jak siostrę, Ros. Kocham cię.
-Ja ciebie też. Poczekaj wiem co ci poprawi humor. Pójdę po gitarę.
Zaśpiewałam mu to: piosenka  Śmiał się trochę z mojego hiszpańskiego, no ale cóż. Nie jest on Per-fect, ale humor się poprawił.
-Ros mam do ciebie prośbę.
-No jaką?
-Zaśpiewasz mi coś po polsku?
-No jasne. To będzie przyjemność. Przekartkowałam mój notatnik i znalazłam to: piosenka Poszliśmy do piwnicy. Tam mam fortepian. Zagrałam mu to i zaśpiewałam. Był bardzo szczęśliwy.
-To było cudowne. Nie wiem co znaczyło, ale cudowne. Jesteś tyle w Anglii a tak dobrze znasz polski.
-Tego się nie zapomina. Chyba rozumiesz. Zaśpiewam ci jeszcze jedną. Ona jest dość smutna ale ją kocham.
-No dobra. Czekam.
Postanowiłam zaśpiewać mu to: piosenka  Popłakał się. Nie wiem czemu. W sumie nie zna polskiego to nie wiem czemu. W sumie ja też zaczęłam płakać.
-Lou czemu płaczesz?
-Bo tak pięknie śpiewasz. Nie możesz być w swoim kraju. Polska to cudowny kraj. Proszę zaśpiewasz mi tą piosenkę po angielsku?
-No jasne. - zaśpiewałam. Lou płakał, ja płakałam. Znowu siedzieliśmy wtuleni w siebie. Płakaliśmy cały czas.
-Ta piosenka jest śliczna. Proszę nagraj ją po angielsku, dobrze?
-Jasne. Specjalnie dla ciebie. Jutro muszę iść do doktora, pójdziesz ze mną?
-Oczywiście.
                                                                           *Następnego dnia*
Musiałam wstać o 6 bo na 7:30 byłam umówiona do lekarza. Lou miał jechać ze mną. Poszłam się umyć. Ubrałam się i zeszłam na dół na śniadanie. Tomlinsona jeszcze nie było. W pewnym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam szybko otworzyć. Stał tam listonosz.
-Dzień dobry. Pani Rosalia Shot?
-Tak to ja. W czym mogę pomóc?
-Proszę tutaj podpisać. Mam dla pani list.
-Proszę i dziękuję. Do widzenia.
-Do widzenia.
Poszłam szybko do salonu i otworzyłam list. Był on od mojej mamy.
    "Córciu!
Nie mogłam tak zwyczajnie ci tego powiedzieć. Nie dałabym rady. Musiałam wyjechać.
 To nie była żadna delegacja. Ja jechałam na operację. Mam raka. Jestem w krytycznym
 stanie. Nie wiem czy przeżyję. Nie mogłam ci powiedzieć tego prosto w oczy. Nie chciałam
 widzieć twoich łez. Dowiedziałam się o tym jak zmarła Alice. Później ty znalazłaś się w
 szpitalu. Tylko proszę córciu nie płacz. Jesteś dla mnie najważniejsza. Jest mi bardzo
 smutno, że nie doczekałam się twojego ślubu, że nie zobaczyłam swoich wnuków. Tylko
 proszę córciu odwiedzaj mnie czasem na cmentarzu. Jestem pochowana tam gdzie Alice.
 Pamiętaj ja nigdy nie odeszłam. Jajestem zawsze obok ciebie. Ja umieram. Niech Harry,
 Quinn i Louis się tobą dobrze zaopiekują. Pamiętaj  zawsze cię kocham!
Twoja mama."
To nie możliwe. Dlaczego ona umarła. Dlaczego odchodzą moje najbliższe osoby. Ja już nie daję rady. Najpierw Alice, później mama. Nie dam rady tak dłużej. Usłyszałam czyjeś kroki. Nie miałam zamiaru przestać płakać. Nie dałabym rady. To jest silniejsze ode mnie. Był to Louis.
-Jejciu kochanie czemu płaczesz?  - nic nie powiedziałam tylko dałam mu list. Zaczął go czytać bardzo uważnie. Widziałam, że ma łzy w oczach. Dziś miałam wizytę kontrolną u lekarza, ale od razu chcę się zbadać. Zobaczyć czy nie mam raka. Aby nie umrzeć tak jak mama..... - Jezu. Dlaczego ona? Jak mi smutno skarbie. Chcesz się pewnie zbadać teraz prawda? - nic nie powiedziałam tylko przytaknęłam - No to chodź. Jedziemy.
                                                                             ***
-Dzień dobry pani Rosalio. Zbadam panią. Proszę usiąść.
-Dobrze. Doktorze mam pytanie.
-Tak jakie?
-Czy mógłby pan mnie zbadać czy nie mam raka? Moja mama na niego zmarła.
-Oczywiście. Proszę się położyć. A czy pani nie przeszkadza, że ten pan będzie tutaj siedział?
-Nie. Mój brat ma być ze mną.
-No dobrze. To zaczynamy badanie.
                                                                            ***
-Mam złą wiadomość. Niestety ma pani raka. Ale proszę się nie martwić. Zgłosiła się pani bardzo wcześnie, co dobrze znaczy. Zwalczymy go. Będzie pani zdrowa. Tylko teraz musimy się umówić. Niech pani przyjdzie za 2 tygodnie do szpitala. Zrobimy dokładnie badania i podamy leki.
-Dobrze. - powiedziałam, przez łzy. Widziałam, że Louis też płacze. - Czy to już wszystko?
-Tak. To do zobaczenia.
-Do widzenia.
-Louis. Dlaczego???
-Chodź tutaj.
-Ja nie dam rady powiedzieć Harremu.
-Ciii. Razem powiemy. A teraz chodź jedziemy.
                                                                                ***
-Harry musimy porozmawiać. - powiedziałam. Łzy zaczęły wypływać z moich oczu. Nie umiałam ich opanować. -
-Jasne. Chodźmy do pokoju.
-Ja.... ja mam... Ja mam raka Harry. Moja mama zmarłą kilka dni temu na raka. Ja mam raka. Ja nie dam rady tak dłużej. Pewnie teraz mnie zostawisz. Będę sama. Nie dam rady.
-Jezu kochanie. Nawet tak nie mów. Razem damy radę. Nidy cię nie zostawię. Chodź do mnie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiem, bardzo smutny. Przepraszam. Strasznie płakałam pisząc końcówkę. Nic więcej nie napiszę.

Pozdrawiam!

Asiek




środa, 11 września 2013

DRUGI BLOG

Hejka. Wiem dawno nie pisałam. Rozdział 13 się pisze. W ten weekend będzie :) Chciałam was poinformować i serdecznie zaprosić na mojego drugiego bloga. Myślę, że z wielka chęcią będziecie czytać i komentować :) Liczę na was. Zapraszajcie znajomych do czytania i komentowania mojego bloga. Piszcie w komentarzach swoje blogi. Ja z chęcią wpadnę i poczytam. Oczywiście jak będę  miała czas. No to zapraszam: http://nobody-said-it-was.blogspot.com/

Pozdrawiam ;*

Asiek <3

wtorek, 3 września 2013

Rozdział: 12

Rozdział: 12

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości. :)
Piosenki: Pierwsza druga
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziś jest 15 lipca.......
                                                                                ***
~~Harry~~
Wstałem o 7:00. Jak przez ostatni czas. Poszedłem się umyć i przebrać. Zrobiłem sobie śniadanie i zerknąłem czy moja siostra jeszcze śpi. Tak, smacznie spała. Zostawiłem jej karteczkę, że pojechałem do Rosalii. Byłem u niej po jakiś 40 minutach. Wszedłem na salę. Usiadłem obok i złapałem jej rękę. Jak codziennie. Zawsze z  nią rozmawiałem. Czasami przychodziła jej mama, Quinn albo Agnes. A w ogóle to Quinn pokłóciła się z Niallem. Było ostro. Chcecie abym opowiedział wam o co poszło? No to zaczynam. Było to gdzieś koło 5 lipca. Niall siedział na laptopie Quinn. Była otwarta poczta. Więc postanowił wejść w wiadomości. Wszedł w wiadomość od jakiegoś Sama. Było tam zdjęcie.

No i Niall stwierdził, że to lekka przesada. Wiecie Horan nie jest aż takim zazdrośnikiem ale to było wtedy jak oni byli już razem. Więc pocałunek trochę go wkurzył. Oj była ostra wymiana zdań. Quinn się popłakała. Jak to baba. No i się nie odzywają. To już dość długo. Niall jest trochę załamany, że się tak na nią wydarł, ale ona nie chce z nim gadać. Przykro mi trochę. Ale dobra powróćmy to teraz. Siedzę z moją ukochaną. 
-Ros misiaczku już przyszedłem. Byłbym mega szczęśliwy jak byś teraz coś zrobiła. Poruszała ręką. Otworzyła oczy, cokolwiek. Znak życia. Chcę cię wreszcie usłyszeć. - spuściłem głowę w dół i pozwoliłem aby moje łzy powoli spływały po policzkach - 
-Skarbie. - podniosłem głowę. Ona żyje. Ona się wybudziła. Jak się cieszę. - 
-O mój boże. Ros kochanie. Ty żyjesz. 
-Tak. Tęskniłeś?
-Bardzo. Nawet nie wiesz jak. Poczekaj pójdę po lekarza. - nie mogłem w to uwierzyć. Nareszcie się wybudziła. Nawet nie wiecie jaki jestem szczęśliwy. Oznajmiłem lekarzowi, że Rosalia się wybudziła. Szybko pobiegł do sali z pielęgniarkami. 
-Może pan już wejść. - oznajmił mi lekarz - Z Panią Shot wszystko w porządku. Jak dobrze pójdzie to za 3 dni wyjdzie ze szpitala. 
-Dziękuję bardzo. Do widzenia. 
-No i jak tam miśku? - zapytała - Wszystko w porządku? Lekarz coś mówił? 
-Tak, że jak wszystko będzie dobrze to za 3 dni cię wypiszą. 
-ooo to super. A właśnie. Nie dzwoniła może moja kuzynka Emily? Jutro ma urodziny i jeszcze miała przyjechać do Londynu. Ma tutaj studiować no i zamieszkać u mnie. Oczywiście razem ze mną. Nie mogę się już doczekać. Tyle się nie widzieliśmy. 
-A właśnie kochanie. Byłbym zapomniał. Masz u nas pokój. Do jutra będzie w nim spać Agnes bo jej pokój jest szykowany. Myślę, że ci się spodoba. Robiłem go razem z Niallem i Quinn .
-Jesteś taki kochany. 
-Wiem. A dostanę buziaka? 
-Jasne. Chodź tutaj.  
-Tak mi tego brakowało. 
-Och skarbie nie tylko tobie. A właśnie co u Quinn? 
-Sama się dowiedz. Zadzwoń do niej. 
~~Rosalia~~
-No dobrze. 
*R.T.*
-Hej misiaku.
-O mój boże Ros. Ty żyjesz. 
-Jak słychać. Co tam? Przyjedziesz? 
-A no.... to może lepiej będzie jak wszystko ci opowiem jak przyjadę. Będzie lepiej. 
-No dobrze. To szybciutko. Buziaczki.
-Buziaczki kocie. 
Ciekawe co co chodzi? Czyżby o Nialla? Co ona przeskrobała? Skąd wiem, że to ona? Bo ona zawsze coś psuje. My jak kłóciłyśmy to tylko przez nią. No ale cóż. Quinn taka jest, nic nie zmienisz. 
-No i co skarbie? 
-A wiesz... powiedziała, że przyjedzie. Więc jak już będzie to pojedziesz do domu? Ona chce pogadać, a wątpię, że będzie chciała przy tobie. 
-Nie chętnie, ale ok. 
                                                                              ***
-Hej, kocie. To ja jestem. 
-No to papa skarbie. Ja lecę.
-No pa Harry. Witaj słońce. Siadaj i opowiadaj. 
-Oj. No to zaczęło się wszystko 5 lipca............
                                                                              ***
-Nie możliwe kochanie? Ale jak to? Czemu to zrobiłaś?
-To nie ja. To on. W ogóle nie wiem skąd on wziął to zdjęcie. 
-Nie płacz kochanie. Tylko nie płacz. Będzie dobrze. Ja z nim porozmawiam. Ułoży się wszystko. Nie długo masz urodziny. Będziemy się bawić. Najlepiej będzie jak wyjedziemy gdzieś w sierpniu. Co ty na to?
-Mi pasuje, ale ty pewnie będziesz chciała z Harrym, a jak Hazza to wszyscy. 
-Mam najlepszy pomysł. Pojedziemy do mojej babci? Co ty na to? Zabierzemy też moją mamę. Ona cię kocha i na pewno nam pomoże. Chyba nie zapomniałaś polskiego? 
-Nie no coś ty. Tego się nie da zapomnieć. Pamiętaj twoja babcia to też moja babacia, której nigdy nie poznałam, ale twoja mi ją zastępuje. 
-Wiem miśku. No to jak? Mam rozmawiać z Niallem czy nie? To zależy od ciebie czy mam się wtrącać czy nie. 
-Porozmawiaj. 
-No to ty zmykaj do domu, a ja do niego zadzwonię. 
                                                                                 ***
*R.T.*
-Hej, Niall tu Ros. Mam prośbę. Przyjedziesz do szpitala. To ważne. 
-No jasne, zaraz wołam chłopaków i będziemy. 
-Nie Niall. Masz przyjechać sam. Chcę pogadać w cztery oczy. 
-No dobrze to za raz będę. SAM. 
Wyraźniej podkreślił ostatnie słowo i się rozłączył. 
                                                                                 ***
-No hej to o czym chciałaś pogadać?
-O tobie i Quinn. To ważne Niall. Ona strasznie cierpi. 
-Nie tylko ona. 
-Wiem, Niall. Wy się strasznie kochacie. To widać. Na początku Quinn nie była pewna swoich uczuć, ale teraz wie, że kocha tylko ciebie. No i to Sam ją pocałował, a nie ona niego. Na prawdę. Idź do niej i porozmawiajcie. Wyjaśnijcie wszystko na spokojnie. Będzie dobrze. Wierze w to. Bóg jest z wami. 
-Dziękuję, ci Ros. Jesteś kochana. 
-No wiem. To teraz zmykaj do niej. 
Niall poszedł. Ja byłam strasznie zmęczona. Spojrzałam na zegarek była już 20:00. Postanowiłam się powoli kłaść spać. - Rosalia musiała się obudzić i rozwiązać wszystkie problemy. Bez niej nie dadzą rady. - Powiedziałam na głos, lekko się zaśmiałam i zasnęłam. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiem strasznie długo czekaliście ale nie miałam kiedy dodać. Ten rozdział jest tylko i wyłącznie z powodu Agi M. Ona strasznie mnie męczyła no i dała radę. Tak dodałam dużo zdjęć. Tak mnie jakoś naleciało. Rozdziały będą pojawiać się RAZ W TYGODNIU. Wiem, że to mało ale musicie uszanować moją decyzję. Zaczęła się szkoła i muszę uczyć się systematycznie. Chyba, że będzie jakoś wolne czy coś, nie będę miała dużo nauki to wam coś napiszę.

Jak pierwszy dzień w szkole? U mnie nie było tragicznie. 

Pozdrawiam! :*

Asiek <3 

czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział: 11

Rozdział: 11

Jeśli czytasz nie zaązkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości. :)
Piosenki: pierwsza , druga
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-No hej co mi chciałaś powiedzieć?
-Lou. Zdradziłam cię. Nie potrafię tak zostać.
-Z łim?
-Może lepiej nie.
-Z KIM?! - wydarłem się -
-Z Zaynem.
-Jak ty tak mogłaś zrobić. Jesteś dziwką lecącą tylko na kasę. Niektórzy mieli rację. Jesteś ziemniakiem. Nie mam ochoty więcej z tobą gadać. Nara. Nie dzwoń, nie pisz. A z nami koniec.
Trzasnąłem drzwiami i wyszedłem. Byłem strasznie zły. Jak ona mogła mi to zrobić? Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Ros zauważyła, że płaczę. Szybko podbiegła i mnie przytuliła. Tego było mi trzeba.
~~Rosalia~~
-Lou dal mi kluczyki. Ja pojadę, bo ty nie dasz rady.
-Trzymaj. - podał mi kluczyki. Po jakiś 20 minutach, byliśmy w domu. -
-Lou idź od razu na górę. Ja im niczego nie powiem. Za chwilę do ciebie przyjdę.
-Dziękuję, jesteś kochana.
-Wiem. - uśmiechnęłam się - Cześć chłopcy. Gdzie jesteście? Halo? Harry, kochanie? - ja się boję. Chłopaków nie ma. Louis jest na górze. Jejciu - Proszę, odezwijcie się. Dajcie jakiś znak życia. - zaczęłam płakać. Usłyszałam tłukące się szkło w kuchni. Szybko tam pobiegłam. To co zobaczyłam bardzo mi przeraziło. - Tom co ty tu robisz?
-Tu jesteś. Wszędzie cię szukam.
-Louis. Louis proszę zejdź szybko. Błagam. - darłam się najgłośniej jak umiałam -
-Zamknij japę. - zatkał moje usta i pociągnął do siebie - Twój chłoptaś cię nie usłyszy. Jego tu nie ma. Reszty z resztą też. - usłyszałam jak ktoś zbiega po schodach. Był to Louis.
-Zostaw ją i to już. - podbiegł do nas i próbował mnie jakoś uwolnić, ale Tom nie dawał za wygraną -
-Śnisz sobie chłopczyku. Ona jest teraz moja.
-Chyba sobie żartujesz. Puść ja i to już.
-Louis gdzie jesteś? Dzwoniłeś do mnie.  - nie zgadniecie. Przyjechał Paul. Na szczęście. Tom się go przestraszył i mnie puścił. Ja upadłam na płytki. Dalej już nic nie pamiętam.
~~Harry~~
Siedzieliśmy na kanapie i oglądaliśmy film. Lou wyszedł gdzieś z Ros. Ufałem jej więc, nie miałem się czego obawiać. W pewnym momencie usłyszałem jak tłucze się szkło w kuchni. Szybko pobiegłem i zobaczyłem wybitą szybę i kamień. A na nim karteczka.

"Zniszczę was. Zniszczę Ros. Pożałujesz tego Styles. Radzę mieć oczy dookoła głowy. Ja jestem wszędzie. Już dziś nie zobaczycie Ros. A raczej Ros nie zobaczy was. Buahahahahaha. "

To było dość dziwne. Trochę się przestraszyłem. Usłyszałem jakieś szmery przed domem. Powiedziałem chłopakom, że wychodzę sprawdzić co się dzieje, a oni odpowiedzieli, że jak nie wrócę za 5 minut to wychodzą za mną. Cieszę się, że mi tak pomagają. Obchodziłem właśnie dom gdy dostałem czymś w głowę. Upadłem i straciłem przytomność. Obudziłem się w jakimś pomieszczeniu. Miałem związane ręce i zatkane usta. Było ciemno. W pewnym momencie otworzyły się drzwi. Ktoś zapalił światło. Zobaczyłem, że są tu też chłopaki. Nie zgadniecie. W drzwiach stała moja siostra. Nie, nie chodzi mi o Gemmę. To była Agnes. Była bardzo wesoła. Podeszła i mnie uwolniła.
-Co ty tu robisz?
-Też mi miło cię widzieć braciszku.
-Agnes nie zgrywaj głupiej. Ty sama to wymyśliłaś?? Miałaś nie przyjeżdżać do Londynu.
-Jejciu, ale masz problemy.
-No wiesz mam. Bałem się. To ty wybiłaś nam szybę tym kamieniem?? 
-No niby ja, ale nie ja. Ludzie których zatrudniałam. Oni też was porwali. 
-Ty to jednak masz pomysły. Ale co z Ros? 
-Ja jej nic nie robiłam. A w ogóle to trzymaj telefon.
-Dzięki.
Miałem 30 nieodebranych połączeń. Zgadnijcie od kogo. Od Louisa. A od Rosali żadnego. Ona w ogóle się o mnie nie martwi? Postanowiłem oddzwonić do Lou.
*R.T.*
-Hej, Lou co tam chciałeś??
-Co chciałem? Bałem się o was. Przyjechaliśmy, a was nie było. W domu był Tom. W ogóle gdyby nie Paul to nie wiem gdzie by teraz była Ros.
-Co z Ros? Nic jej nie jest? 
-A Ros. Jest teraz w szpitalu.
-I ty to mówisz tak spokojnie?! - wydarłem się na niego -
-Ej, Hazza opanuj się. Jest w szpitalu. Jej stanu nic nie zagraża na szczęście. Wiesz po wstrząsie mózgu to mogło być gorzej.
-Louis co ty pierodolisz. Jaki wstrząs mózgu. Weź se nie rób jaj, tylko mów prawdę.
-Stary ja mówię prawdę. Nię wierzysz to przyjedź. Szpital świętej Anny.
-Boże za raz będę.
Nie dowierzałem w to co mówi Louis. Jaki szpital. Jaki wstarząs mózgu. Boże ja się boję o Ros. Dobra szybko odwiązałem i obudziłem chłopaków. Przedstawiłem im moją siostrę i razem pojechaliśmy do szpitala. Od razu poszedłem pod salę w której niby leży Ros. Jak wszedlem mało zawału nie dostałem. Na sali na prawdę leżała Ros. Była pod kroplówką i podłączona była do jakiś urządzeń. Akurat do sali wszedł lekarz. Lou nigdzie nie było. A do sali wszedłem tylko z Agnes. Chłopaki mieli czekać przed salą.
-Dobry wieczór. Jest pan kimś z rodziny poszkodowanej?
-Jestem jej chłopakiem. Co z nią doktorze? 
-Nie mogę udzielać informacji osoba trzecim. Jak ta pani wyjdzie to dopiero.
-Panie doktorze to moja siostra. Niech zostanie.
-No dobrze. No to Pani Rosalia miała wstrząs mózgu. Jest w śpiączce. Nie wiadomo kiedy się wybudzi. - zacząłem płakać. Moja siostra mnie przytuliła. - Jej stan nie jest najgorszy,ale też nie najlepszy. Proszę być dobrej myśli. Jak państwo chcą mogą z nią zostac, ale tylko państwo.
-Dobrze. Dziękujemy bardzo. Miałbym jeszcze do Pana prośbę. Mógłby Pan powiedzieć wszystko chłopakom co siedzą przed salą. Co z nią.
-Nie powinienem.
-Tak czy siak ja i tak im powiem. Ale proszę niech to Pan zrobi.
-No dobrze.
Doktor wyszedł, a ja usiadłem obok ukochanej. Moja siostra stanęła nade mną i mnie przytuliła.
-Jejciu kochanie. Jak to możliwe. Znowu wszystko przez tego Toma. Może powinienem zadzwonić do twojej mamy? A w ogóle to jest też tutaj moja siostra. Agnes. Bardzo chciała cię poznać. Będzie tu ze mną przychodziła. Jest piękna tak jak ty. Polubicie się. Na pewno. To cię teraz z nią zostawiam,a ja idę zadzwonić do twojej mamy. 
*R.T.*
-Dobry wieczór Pani Shot. Z tej strony Harry. Przepraszam, że dzwonię tak późno ale muszę coś Pani powiedzieć.
- O witaj Harry. Nie przeszkadzasz. I tak jeszcze nie spałam. No co tam chcesz powiedzieć??
-Ros. Ona jest w szpitalu. To wina Toma. Jest w śpiączce.
-Jezu. To ja za raz do niej przyjadę.
-Nie trzeba. Jestem razem z moją siostrą przy niej. Jak coś to jutro. 
-No dobrze, ale jak coś się tylko będzie działo to dzwoń do mnie od razu. Ok?
-Jasne. To dobranoc.
-Dobranoc Harry.
Mama Rosali jest taka miła i kochana. Moja też. Muszą się poznać. Razem z Agą siedzieliśmy przez całą noc przy niej. Chłopcy poszli do domu, ale kazali jak by coś dzwonić. 
                                                                         ***
~~Narracja 3-osobowa~~
Rosalia jest już 2 miesiące w śpiączce. Harry, Agnes, Quinn i jej mama są cały czas przy niej. Agnes mieszka razem z chłopakami. Chwilowo w pokoju Ros, bo jej jest robiony. Tak Ros ma pokój u chłopaków. Nawet o tym nie wiedziała. Wszyscy się o nią boją. Odwiedzają. Dziś jest 15 lipca. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i jak wam się podoba?? Wiem końcówka trochę nudna ale myślę że jest ok. Czekam na wasze opinie w komentarzach. Wiem, nie jest za długi, ale myślę, że nie będziecie źli. Kolejny nie wiem kiedy będzie. 

A no i Liamie. Życzę ci dużo zdrowia, szczęścia i abyś się nie zmieniał. Bo jestnnajlepszym Daddy Direction. 

Pozdrawiam! :*

Asiek<3

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział: 10

Rozdział: 10

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości. :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Skarbie. Niestety. Ona odeszła.
To niemożliwe. Jakim cudem ona? Dlaczego nie ja. Boże odpowiesz mi. DLACZEGO?? Pytałam się cały czas w myślach. Nie mogłam uwierzyć. Moja mama siedziała na ziemi i płakała. Louis, ja i Quinn zresztą też. Harry próbował mnie pocieszyć. Niall, Quinn, a moja mama siedziała w objęciach Liama i Zayna. Kocham ich wszystkich za to co zrobili. Zebraliśmy się i wróciliśmy do domu. W mieszkaniu nawet Harry zaczął płakać razem ze mną. Zamknęliśmy się w pokoju. Moja mama od razu poszła do siebie. Słyszałam jak płacze, ale wiedziałam, że chce pobyć sama. Każdy potrzebuje czasami samotności.

                                                                  *Następnego dnia*

Obudziłam się o godzinie 11:00. Wiem, trochę pospałam, ale byłam taka zmęczona. To co mi się śniło było tragiczne. Harry już nie spał.
-Witaj księżniczko. - pocałował mnie - Jak się spało?
-Hej. Bardzo dobrze. Miałam taki straszny sen. Śniło mi się, że Alice zginęła w wypadku samochodowym. Nie uratowali jej. Na szczęście to tylko sen. - uśmiechnęłam się ale Harry posmutniał - Co się stało słonko??
-Kurde Ros. To co ci się "śniło" - zrobił w powietrzu cudzysłów - to prawda. Kochanie Alice nie żyje. Tylko nie płacz proszę. Pokaż, że jesteś silna.
-To nie możliwe. Wiem, jestem silna, ale nie w takiej sprawie. To była moja siostra Harry. - popłakałam się - Ja o niej tak z dnia na dzień nie zapomnę. A co z waszą trasą? Wyjeżdżacie we wrześniu. Wątpię, żeby Louis pozbierał się w tak krótkim czasie.
-Wiem, że będzie ciężko, ale razem damy radę. Po to mamy siebie aby się wspierać. Nie zostawię cię w takim stanie. Potrzebujesz miłości, wsparcia i mnie. - uśmiechną się, na co ja też się lekko uśmiechnęłam i przestałam płakać - Zuch dziewczynka. A teraz idź się umyć, a ja zejdę i zrobię śniadanie.
-Dobrze.
Umyłam się, ubrałam i postanowiłam wejść na tt. Włączyłam laptopa i się zalogowałam. Od razu napisałam:

"Dlaczego ten świat jest taki niesprawiedliwy? Dlaczego umierają osoby które kochasz? Dlaczego umierają ci najbliższe osoby? Dlaczego ona a nie ja? Boże powiedz dlaczego. Ona nie zasłużyła na śmierć. Kocham cię @Ali_love_95 . Wiedz, że zawsze zajmujesz największą część mojego serca. Strasznie tęsknię. xx"

Postanowiłam napisać jeszcze do Louisa.

"Trzymasz się jakoś? Mi też jest strasznie ciężko po jej stracie. Pamiętaj tylko razem damy rade. Ona zawsze będzie z nami. Będzie przy nas. Trzymaj się @Louis_Tomlinson . <3 Ros xxx. "

Zamknęłam laptopa i zeszłam na dół. Po kuchni rozchodzi się piękny zapach. Zapach..... gofrów.
-Harry czy ty robisz gofry? - zapytałam się wchodząc do kuchni -
-Tak. Specjalnie dla ciebie kochanie.
-Oooo. Jesteś taki słodki. Ale może lepiej ja je usmażę.
-Jak chcesz.
Wzięłam się do smażenia. Poczułam jak Harry przytula się do moich pleców. To było urocze. Po zjedzonym śniadaniu poszliśmy do mnie poleżeć. Ja włączyłam laptopa. Usiadłam po turecku i poczułam, że za mną siada Harry aby widzieć co robię. Oparł głowę na moim ramieniu i się mi przyglądał. Weszłam na tt.

"@Harry_Styles śniadanie było pyszne. Dziękuję skarbie, że jesteś ze mną w tych ciężkich dla mnie chwilach. Wiesz, że cię kocham? Twoja Ros xxx."

-Wiem. Ja też cię kocham słońce. 
-Pójdziemy do Louisa? 
-Jasne. To chodź. 
Postanowiliśmy się przejść. Do chłopaków mamy 20 minut drogi piechotą. Była bardzo ładna pogoda, co na Londyn bardzo rzadko się zdarza. Trzymając się za ręce i rozmawiając szliśmy w kierunku domu chłopaków. W pewnym momencie zaczepiła nas mała dziewczynka. Miała około 6 lat.
-Harry mogę prosić cię o autograf i zdjęcie?
-Jasne, masz jakąś kartkę?
-Tak. Proszę. Ros zrobisz nam zdjęcie?
-Oczywiście. - było mi miło, że wiem jak mam na imię - Uśmiech. Proszę bardzo. A jak masz na imię kochanie i ile masz lat? 
-Jestem Darcy i mam 5 lat. Bardzo mi przykro że zmarła twoja siostra. Będę z tobą i będę cię wspierać w duchu.
-O jejciu kochanie. Dziękuję bardzo. Chodź tu do mnie. - musiałam ją przytulić. Była taka kochana. - 
-Jeszcze raz dziękuję. Pa
-Pa, maleńka. - odezwał się jeszcze Harry i mała pobiegła do swojej mamy. My dalej ruszyliśmy. - Ona była taka słodka. I jeszcze miała na imię Darcy. 
-Tak masz rację. Niby ma 5 lat a tak mądrze się wypowiada.  
-Nom. O patrz jesteśmy już. 
-Hej chłopcy. Gdzie jesteście? - zapytałam - 
-My w salonie. Louis u siebie. 
-To ja pójdę do niego, a ty Harry idź do chłopaków.
-Dobrze. 
Zapukałam do drzwi. Nikt nie odpowiadał. I tak postanowiłam, że wejdę. 
-Hej Louis. Jak tam się czujesz?
-Tragicznie. A jak mam się czuć? Zmarła moja siostra.
-Louis mi też jest ciężko, ale nie wolo się zamknąć w pokoju i płakać. Gadałeś z Eleanor?
-Nie. Dzwoniła, ale ja nie odbierałem. 
-To zadzwoń do niej. Na pewno się martwi o ciebie. 
-Ros przytulisz mnie??
-Jasne. Chodź tu do mnie. - staliśmy tak wtuleni w siebie, przez kilka minut. Louis płakał cały czas. Miałam mokre ramię, ale to nie było w tym momencie ważne. Sama zaczęłam płakać. - Dobrze, że cie mam. 
-Tak, racja. Dobra. Dzwonię do El. 
-Nareszcie. To powodzenia i ja idę.
-Nie, proszę zostań.
-No dobrze. 
~~Louis~~
Cieszyłem się, że przyszła do mnie Ros. Trochę sobie razem popłakaliśmy. Było mi lepiej. Czułem, że to odpowiednia pora abym zadzwonił do Elki. 
*R.T*
-Hej, El co tam chciałaś?
-Hej, Lou. Przyjedziesz muszę ci coś powiedzieć. 
-No to mów.
-Ale to nie sprawa na telefon.
-No dobrze. Będę do 15 minut.
Ciekawi mnie co chce mi powiedzieć. Szybko poprawiłem włosy.
-Ros, jedziesz ze mną.
-Ale gdzie mam jechać?
-Do Elki. Proszę.
-No dobrze. 
                                                                             ***
-To ja zostanę przed domem, a ty idź.
-No dobrze. 
Wszedłem do środka. Wreszcie zobaczyłem siedzącą El. Podszedłem do niej i usiadłem obok.
-No, hej co mi chciałaś powiedzieć?
-Lou. Z...........

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i jak wam się podoba?? Wiem, że nudny ale na nic lepszego nie miałam weny. Za długi też nie jest. Proszę o szczere opinie w komentarzach. Teraz będzie tak, że rozdziały będą pojawiać się co 4 dni. Czy 11 powinien być 30 ale, że ja wyjeżdżam wtedy więc albo będzie dzień wcześniej albo dzień później. Wszystko się okaże. A no i jeszcze jak wam się podoba nowy wygląda bloga?

Jak tam przygotowania do szkoły??

Pozdrawiam! :*

Asiek<3

piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział: 9

Rozdział: 9 

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Byłą prawie 17:00 więc postanowiłam się szykować. Umalowałam się i wsadziłam potrzebne rzeczy do torebki. Postanowiłam się nie przebierać bo wyglądam ładnie. Zeszłam na dół i włączyłam TV. O 19:00 przyjechał po mnie Mateo. Wybraliśmy się na komedię pt:."Jeszcze więcej dzieci". Uśmialiśmy się za wszystkie czasy. Po filmie postanowiliśmy wrócić do domu, ale na piechotę zachodząc po shake. Koło parku zobaczyliśmy fotoreportera. Mateo mnie wtedy pocałował. Oczywiście pan robił zdjecia. Wydarłam się na mojego przyjaciela.
-Co ty do cholery robisz? Przyjaciel nie całuje przyjaciółki w USTA.
-Przepraszam. chciałem mieć z tobą zdjęcie.
-Tak szczególnie na pierwszych stronach gazet. Wiesz co sobie może Harry pomyśleć?
-Co ma wspólnego z tym Harry?
-To, że ja go jeszcze kocham. Dobra ja idę do siebie, a ty najlepiej zniknij mi z życia.
                                                                 *Następnego dnia*

Wstała o godzinie 7:00. Byłam wyspana. Zostało mi jeszcze 5 dni wolnego z weekendem i do szkoły. Na szczęście zostały tylko 2 tygodnie szkoły gdyż ja i Quinn kończymy szkołę na początku czerwca. Dziś miała wracać Alice z mamą. Poszłam do łazienki. Wzięłam ciepły prysznic. Umalowałam się i podkręciłam lekko włosy.  Ubrałam się w TO. Gotowa zeszłam na dół coś zjeść. Wzięłam pudełko z płatkami i usiadłam na blacie w kuchni. Konsumowałam moje "śniadanie". Poszłam do pokoju i weszłam na tt. Zrobiłam zdjęcie i wstawiłam je wraz z tweetem:

"Bardzo za tobą tęsknię. Kocham i nie mogę zapomnieć. Znaczysz dla mnie więcej niż myślałam. Ros xx."

Oraz drugi  tweet tym razem bez zdjęcia.

"Może kiedyś dojdę do wniosku, że lepiej będzie ci wybaczyć i żyć we dwójkę, niż sama. Bo wiem, że nikogo już nie pokocham tak jak ciebie. Jeśli wiesz, że to o ciebie chodzi to odezwij się dziś. Przyjdź, napisz sms-a, cokolwiek. Pamiętaj czekam. Twoja Rosalia xxx."

Usłyszałam dzwonek do drzwi. Musiałam szybko zbiec po schodach. Czasami warto założyć trampki, a nie szpilki. 
-O hej Quinn. Co tak wcześnie?
-Hej Ros. Musimy pogadać. Szybko do salonu.
-Dobra, ale nie nerwowo. - zastanawiałam się co się stało - Co się dzieje?
-To się dzieje. - wyciągnęła z torebki gazetę - "Rosalia Shot już nie cierpi po rozstaniu z Harrym Stylesem. Ma już nowego chłopaka. Widziano ich wczoraj wieczorem razem. Nawet się całowali. Mamy zdjęcia." Rosalia coś ty narobiła? Przecież ty dalej kochasz Hazze. To widać.
-Quinn to nie moja wina. Jak wracaliśmy on mnie pocałował i fotoreporter zrobił nam zdjęcie. - rozpłakałam się - Ja nie chciałam. Tak masz rację ja dalej kocham Harrego. Nawet napisałam dziś na tweeterze o nim. Nie tak w prost ale powinien się domyślić.
-To teraz napisz, że bardzo żałujesz co zrobiłaś wczoraj i, że twoje serce należy do Harrego.
-No dobra. To chodźmy do mnie. Mam włączonego laptopa.

"To co się wczoraj wydarzyło nie powinno mieć miejsca. To nie moja wina tylko jego. Bardzo cię przepraszam. Kocham cię @Harry_Styles. Czy mi wybaczysz?? Ros."

-Dobrze zrobiłaś Ros. Najlepiej teraz do niego zadzwoń.
-Ok.
*R.T.*
-Hej Harry. Możemy się spotkać i porozmawiać?
-O mój boże Ros. Jak ja się za tobą stęskniłem. Jasne. To może o 12:00 w Starbucks w galerii?
-Dobrze to do zobaczenia. Papa.
-Pa.

-No i co? Zgodził się? - wypytywała Quinn-
-Tak. o 12 w Starbucks. Ale się cieszę.
-Ja tak samo. Muszę ci coś powiedzieć.
-Gadaj.
-Wczoraj jak obejrzeliśmy film Sam odwiózł mnie do domu. Już pod budynkiem się żegnaliśmy i on mnie pocałował, a ja głupia odwzajemniałam jego pocałunki. Aż w pewnym momencie zapaliła mi się lampka i się zorientowałam co ja robię. Powiedziałam, że mamy udawać jakby tego nie było.
-No i dobrze. Musisz porozmawiać z Niallem. A tak w ogóle co ty do niego czujesz??
-Ros ja już sama nie wiem. Kocham go, ale także kocham Sama.
-Zrobisz tak jak podpowiada ci serce. Dobra skarbie, może pójdziemy na małe zakupy a ja później od razu pójdę na spotkanie z Harrym. Co ty o tym sądzisz?
-Dobry pomysł. No to idziemy.

~~Narracja 3-osobowa~~

Dziewczyny poszły na zakupy. Quinn kupiła sobie sukienkę, buty i torebkę , a Ros nic. O godzinie 11:40 przyjaciółki rozeszły się w swoje strony. Harry stroił się już od godziny 10:00 aby wyglądać przepięknie.

~~Harry~~

Nie mogę doczekać się spotkania z moją kochaną Ros. Bardzo za nią tęsknię. Kocham ją całym sercem. Te jej dzisiejsze pierwsze dwa wpisy chyba były kierowane do mnie, bo ten trzeci to na pewno. Cieszę się, że mnie jeszcze kocha. Podjechałem właśnie pod galerię. Poszedłem go Starbucksa. Szukałem jej, aż wreszcie znalazłem. Ona jest taka piękna.
-Hej Ros. - przytuliłem ją -
-Hej Harry. Miło cię widzieć.
-Ciebie tak samo. Wyglądasz przepięknie.
-Dziękuję. Harry ja cię bardzo przepraszam. Ja cię cały czas kocham. Nie mogę o tobie zapomnieć.
-Ros ja tak samo. Czy to znaczy, że do mnie wrócisz?
-Właśnie nie wiem. Boję się, że znowu możesz mnie oszukać. Powiedz mi czy ciebie i deskę coś łączy? Przepraszam Taylor.
-Nie. Mnie i deskę nic nie łączy. - uśmiechnęłam, on także -  Zerwałem z nią kontakt. Teraz się mści pisząc o mnie piosenki, ale ja mam to w dupie.
-Cieszę się.
-No to jak jesteśmy znowu razem to pójdziesz ze mną na galę?
-Oczywiście. Pójdziemy na spacer?
-Tak
                                                                               ***
-Co ty tutaj z nim robisz? Dlaczego on trzyma cię za rękę??
-Mateo mówiłam ci. Ja nic do ciebie nie czuję. Uświadom to sobie. (hehe)
-Tak a ten wczorajszy pocałunek?
-Skarbie o czym ten chłopak mówi?
-Harry słuchaj. Wczoraj byłam z Mateo w kinie. Jako PRZYJACIELE - dokładnie podkreśliłam ten wyraz - Wracając Mat mnie pocałował. Ja tego nie chciałam. Nie odwzajemniałam jego pocałunków. Powiedziałam mu, że kocham tylko ciebie, ale on...
-Ros, kochanie ja ci wierzę. Nie tłumacz się. A teraz chodź. Idziemy do mnie.
-To jeszcze nie koniec. Zobaczysz...
                                                                          ***
-Cześć wszystkim. Ja już jestem. - wydarł się Harry -
-Siemka. Wchodź do salonu. Jest Quinn. - powiedział Louis. Mój chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął mnie za sobą -
-Hej. - powiedziałam nieśmiało -
-ROS. - wykrzyczeli i zaczęli mnie przytulać -
-Chłopcy bo mnie udusicie.
-Ej. Nie pozwalać sobie. Ros bo będę zazdrosny.
-Skarbie - pocałowałam go w usta - nie ma o co. To tylko dzieciaki. - zaczęliśmy się śmiać z Harrym, a chłopcy podeszli i mnie łaskotali - Proszę nie. Przestańcie. - wreszcie się uspokoili. Niall siadł na fotelu a na jego kolanach Quinn. Ja na kolanach Hazzy który też zasiadł w fotelu, a reszta na kanapie. Dostałam wiadomość.

"Kocie mam pytanie. Mogę pożyczyć twoje auto? Chcę jechać do galerii. Alice xx."

Od razu odpowiedziałam, że tak i kluczyki są na komodzie.
-No to co robimy? Jest 16:00. - zapytał Liam -
-A może by tak wieczór karaoke? - zaproponował Niall-
-Ja się z nim zgadzam. - powiedziała Quinn -
-My z Ros także. - odpowiedział Harry. Reszta po kilkunastu minutach namowy też się zgodziła. Śpiewaliśmy w duetach, solo ale także wszyscy razem. Wyszłam do kuchni aby odebrać telefon. Dzwoniła mama.
*R.T.*
-Hej mamo. Co tam?
-Skarbie. - powiedziała cała zapłakana - Alice...
-Co z Alice? - wydarłam się tak głośno, że pewnie wszyscy w salonie usłyszeli bo za raz w kuchni pojawił się Harry i Louis. - Mów mamo. - łzy zaczęły wypływać z oczu -
-Ona miała wypadek. Jest w krytycznym stanie. Nie wiadomo czy ją uratują. - czułam, że tracę równowagę. Wypuściłam telefon z ręki i sama upadłam na podłogę. Obudziłam się w czyimś łóżku. Zapewne Harrego.
-Co się stało? - zapytałam się siedzącej obok mnie Quinn -
-Miałaś telefon od mamy, że coś się stało z Alice. Zemdlałaś. Skarbie proszę powiedz co się stało.
-Ona... miała wypadek. Jest w krytycznym stanie. Nie wiadomo czy z tego wyjdzie. Proszę pojedź ze mną do szpitala.
-Poczekaj zaraz pójdę po Louisa i pojedziemy. Leż.
-Dobrze.
                                                                            ***
-Mamo. - krzyknęłam o od razu podbiegłam do niej i się przytuliłam - Wiadomo coś?
-Na razie nic. Zabrano ją na salę operacyjną.
-Jak w ogóle do tego doszło? Wiesz coś?
-Jechała normalnie z przepisami, gdy jechał facet ciężarówką przeciwnym pasem. Był pijany. Alice nie zdążyła skręcić i w nią wjechał. Jest cała ale stan jest krytyczny. - powiedziała i się rozpłakała, a ja razem z nią -
-Proszę nie płaczcie. - powiedziała Quinn i nas przytuliła. Z sali operacyjnej wyszedł lekarz. Mama od razu do niego podeszła. Zalała się jeszcze bardziej łzami. Chyba moja siostra nie żyje. Jak to możliwe.
- Ja sobie tego nie wybaczę. Dlaczego dałam jej ten samochód. To wszystko moja wina.
-Skarbie nie mów tak. - podszedł do mnie Harry i mnie przytulił. Wtuliłam się w niego i jeszcze bardziej rozpłakałam. Louis siedział na krześle i twarz miał skrytą w dłoniach. Podszedł do nas lekarz. Moja mama obsunęła się po ścianie i nogi przyciągnęła do swojej klatki piersiowej.
-Niestety mamy złe wiadomości. Alice nie żyje.
-Ale jak to? -Louis nie dowierzał temu co powiedział lekarz - 
-To nie możliwe. - krzyczałam. Styles mnie trzymał. - To nie może być moja siostra. - krzyczałam i płakałam- Harry ja nie dam rady bez niej. Ja ją tak kochałam. Nie zdążyła nawet skończyć szkoły. Niedawno poznała swojego brata. Miała być z Zaynem. Ona go tak kochała. Proszę powiedz, że to sen.
-Skarbie. Niestety. Ona odeszła.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiem bardzo smutny. Jak ja tam mogłam zrobić? Nie myślcie, że ja nie mam serca. Jak pisałam końcówkę sama się popłakałam. Jeszcze raz bardzo chciałam podziękować za te 1000 wyświetleń. Jesteście niesamowici. KOCHAM WAS <3 Tam gdzie jest takie białe to tu jest ten tekst: Wstałam o godzinie 7:00.  Byłam wyspana. Zostało mi jeszcze 5 dni wolnego razem z weekendem. Na szczęście razem z Quinn kończymy szkołę na początku czerwca. Dziś miała wracać mama i Alice. Poszłam do łazienki. Wzięłam ciepły prysznic. Umalowałam się i lekko podkręciłam włosy. Ubrałam...... 

Co myślicie co zaręczynach Perrie i Zayna? Ja kibicuję Zerrie. Kocham tą parę i jednocześnie tęsknię za Lanielle. Nie przepadam za tą całą Sophią. Wydaje mi się podejrzana. To jest moje zdanie. Wy napiszcie swoje w komentarzach. 

Pozdrawiam! <3

Asiek<3